Trening uważności

Chyba każdy z nas ma poczucie uciekającego wręcz czasu, który bezskutecznie próbujemy gonić… Ale czasu nie da się zatrzymać. Jedyne chyba co możemy zrobić, to żyć bardziej uważnie, bardziej świadomie w większym kontakcie ze swoim wewnętrznym „ja” delektując się (prawie) każdą chwilą. A w tym na pewno pomaga trening uważności.

UWAŻNOŚĆ. A cóż to takiego?

Uważność (ang. mindfulness) to starodawna wschodnia praktyka, o której coraz więcej się mówi i która z pewnością bardzo przydaje się we współczesnym życiu. Uważność jest bardzo prostą koncepcją,  która nie stoi w konflikcie ani z żadną wiarą czy tradycją religijną czy kulturową. Jest to po prostu ŚWIADOMOŚĆ NASZEGO AKTUALNEGO DOŚWIADCZENIA: myśli, doznań fizycznych i zmysłowych (tego, co widzimy, słyszymy, czujemy, smakujemy czy wąchamy) BEZ JEGO OCENIANIA. Czyli zauważamy te rzeczy, które normalnie byśmy nie zauważyli np. wyjątkowy smak słodyczy jedzonego jabłka czy szorstkość ziarenek piasku pod stopami w czasie spaceru plażą.

Koncepcja jest prosta, ale ponieważ nasz umysł pracuje zwykle na wysokich obrotach, a myśli przez większość czasu odpływają daleko od teraźniejszości, sama umiejętność wymaga treningu. Ćwiczenie uważności pomaga nam ćwiczyć też koncentrację, a w konsekwencji stawać się sprawniejszymi psychicznie. Innymi słowy uważność uczy nas kontrolowania naszej uwagi i świadomego skupiania się na aktualnej chwili, a nie na rzeczach, które nas stresują czy bombardują nas nieustannie z każdej strony.

Nie bez powodu o tym piszę

i dołączam zdjęcie z minionego lata, z naszego pierwszego wspólnego wyjazdu z synami nad morze. To był dla mnie cudowny czas. Czas odpoczynku, wyłączenia myśli i skupienia się na rzeczach, które normalnie nie zauważam:

– na dobiegających do mych uszu dźwiękach – szum morza, gwar w oddali, wesołe piski dzieci bawiących się z tatą w wodzie, 

– na powietrzu delikatnie muskającym moją twarz i ach, ten zapach glonów 😉 

– na słońcu – czując promienie słoneczne dotykające moje blade, ale nasmarowane kremem do opalania ciało

– na moim ciele – leżę sobie wygodnie, czuję rozleniwienie, i skupiam się na tym że słońce mocno teraz grzeje mnie w plecy, a za chwilę wiatr zawiewa mi włosy na oczy

– na chwili spokoju – nic nie muszę robić, nigdzie nie muszę się spieszyć i mogę choć przez ten czas delektować się poczuciem, że nie mam żadnych zmartwień – o tej mojej praktyce pisałam tutaj.

Oczywiście wakacyjny urlop od tego jest, żeby się zresetować, cieszyć się odpoczynkiem i być “tu i teraz” i ja z tego skorzystałam. Ale czyż nie byłoby fajnie umieć tak świadomie przeżywać codzienność? Oj, byłoby fajnie!

Pod koniec zeszłego roku miałam okazję w ramach charytatywnej akcji, wziąć udział w kursie “Trening uważności” prowadzonym przez Anię – certyfikowanego trenera Mindfulness (link do jej strony tutaj). Choć kurs się skończył, to mam zamiar kontynuować poznane tam metody, żeby jeszcze więcej czerpać z życia i bardziej świadomie przeżywać każdy dzień. 

Podsumowując, bycie tu i teraz nie jest łatwe, ale jak się sama przekonuję, przynosi dużą satysfakcję. Dlatego zachęcam Was do uczestnictwa w takim profesjonalnym kursie uważności! Szczerze mogę polecić trenerkę Anię, która wkłada dużo serca i swojego czasu w przeprowadzenie zajęć i prowadzi je również w języku angielskim Plymouth-Mindfulness. (A w ogóle to poznałyśmy się z Anią w internecie – połączył nas zespół Dravet, bo nasze córki walczą i próbują żyć z tą nieuleczalną chorobą. Internet łączy ludzi :))  

Pozdrawiam serdecznie,

Mariola 🙂 

P.S. Więcej wpisów z serii “Życie z letalną chorobą dziecka” znajdziecie tutaj .

•   Uważasz, że ten artykuł jest ważny? To podaj go dalej! 
•   Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się swoją opinią w formie komentarza :)
•   Obserwuj mnie na Facebooku LamaridaBlog
•   Śledź mnie na Instagramie lamaridapl
•   Dziękuję i pozdrawiam! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *