Jak bardzo panikujesz w związku z korona wirusem?

“Jak bardzo panikujesz w związku z korona wirusem? Masz przecież ciężko chore niepełnosprawne dziecko w domu?!” – słyszę pytania. “Jak sobie radzisz z tą korono-wirusową izolacją?” – pytają inni.

Czytam też historie przerażonych rodziców, którzy odchodzą od zmysłów, nie tylko z powodu przebywania z własnymi dziećmi przez 24 godziny na dobę 😉 , ale także martwiących się tym: „Jak to będzie? Kiedy będą mogli wrócić do pracy? Jak długo będą “uwięzieni” w domu?” I powiem Wam, że te wszystkie uczucia i emocje, jakie targają ludźmi w związku z tą wyjątkową sytuacją, bardzo przypominają mi to, co przeżywałam w związku z objawami, diagnozą nieuleczanej choroby u mojej Córeczki i początkami życia po diagnozie.

Nie, choroba mojego dziecka wywołana wrodzoną wadą genetyczną nie jest zaraźliwa! Ale te uczucia nie są mi obce, bo ja je kiedyś już przerabiałam:
– zaskoczenie i złość: “Jak to? Dlaczego? Nie chcę!”
– strach przed nieznaną chorobą i przyszłością “Co ta choroba dla Córki oznacza?”, “Czy i kiedy umrze?”
– izolacja fizyczna, zawodowa i społeczna – w moim przypadku spowodowana obniżoną odpornością mojego chorego dziecka i koniecznością sprawowania nad nim całodobowej wymagającej opieki – pisałam o tym tutaj
– świadomość, że już nic nigdy nie będzie takie jak dawniej…

I rozumiem, że dla większości ludzi, którzy żyli sobie “normalnie” (tak jak ja przed diagnozą rzadkiej choroby Córki), to znaczy bez przewlekłych chorób i niepełnosprawności w najbliższej rodzinie, wprowadzone teraz ograniczenia ich wolności w przemieszczaniu się, formie spędzaniu wolnego czasu, formie czy braku możliwości wykonywania swojej pracy, są trudne do zniesienia.

Ale trzeba przyjąć je jako konieczne. I bezwzględnie się do nich stosować. Nie tylko dla naszego własnego dobra, ale także dla dobra innych. Szczególnie tych z grupy podwyższonego ryzyka. I musimy patrzeć poza czubek własnego nosa. Na naszych niezaspokojonych potrzebach czy rosnącej frustracji świat się nie kończy.

I dopóki nie jesteś lekarzem, pielęgniarką, ratownikiem medycznym, diagnostą, zawodowym kierowcą, ekspedientką, farmaceutą, czy inną osobą, której praca zawodowa wymaga wyjścia z domu i kontaktu z innymi, żeby zapewnić opiekę medyczną, dopływ prądu, wody, zaopatrzenie aptek i sklepów itp, to się ciesz i zostań w domu. Nie przeszkadzaj, bo Ci ludzie już dawno mają podwyższony poziom stresu i zmęczenia, a bez nich system długo nie wytrzyma…

A tych, którzy reagują złością, płaczem, frustracją, agresją na konieczność pozostania w domu na długi okres czasu zachęcam do zwolnienia obrotów i przypomnienia sobie, ileż to razy narzekaliśmy (ze mną włącznie), że nie mamy czasu na rozwijanie swoich pasji, za mało dni urlopu dostajemy w ciągu roku. Zwykliśmy mówić, że ileż byśmy dali, żeby móc rano bez pośpiechu zjeść z dziećmi wspólne śniadanie, wziąć długą kąpiel, wysprzątać mieszkanie, poleżeć na balkonie, poczytać książkę, obejrzeć serial, odespać zarwane noce, poleniuchować, pogadać o wszystkim i o niczym itd itp
A teraz skarżymy się, że siedzenie w domu jest wysoce niekomfortowe, rośnie w nas frustracją i panika, a bliscy działają nam na nerwy…

Zamiast traktować ten czas samoizolacji jako „karę” i „zło konieczne” popatrzmy na całą sytuację jako okazję do uważnego przyjrzenia się sobie i swoim bliskim, obserwowania wzajemnych relacji i wczucia się w energię panującą w naszym domu. Stańmy się uważnymi odbiorcami tego, co dzieje się wokół nas. I nie mówię o słuchaniu telewizji czy czytaniu portali internetowych. Mówię o świadomej obecności z innymi członkami rodziny, a nawet z samym sobą. Zwolnieniu tempa myśli, słów i gestów. Usiądźmy spokojnie bez zerkania na ekran telewizora czy telefonu. Pijąc kawę czy herbatę powąchajmy ją, doceńmy jej woń zanim będziemy degustowali jej smak, bądźmy wdzięczni, że możemy siedzieć sobie spokojnie w domu z kubkiem ciepłego napoju w ręce podczas, gdy inni dla nas „walczą na froncie z wirusem”. Patrząc na obrazek namalowany przez nasze dziecko zastanówmy się przez chwilę „co autor miał na myśli”, doceńmy włożony w niego wysiłek i serce.

Nie spieszmy się. Cieszmy się, bo przecież na taki czas bezczynności kiedyś tak bardzo czekaliśmy (chociaż nie w takich okolicznościach przyrody).

Wracając do pytań postawionych na początku wpisu – nie, nie czuję przerażenia ani paniki. Nie śledzę przez cały dzień wiadomości, żeby nie wpaść w pułapkę strachu. Podchodzę do całej sytuacji z rozwagą i rozsądkiem – zostajemy w domu całą rodziną, przestrzegamy higieny (jak zwykle zresztą, teraz może trochę bardziej). A “siedzenie w domu” całymi dniami to dla mnie nie nowość – w związku z chorobą genetyczną Córeczki robię to od kilku lat.

Mam nadzieję, że cała ta pandemia ostatecznie spowoduje, że my ludzie w końcu się przebudzimy z eksploatacji naszej planety i powszechnego konsumpcjonizmu. Liczę, że w końcu przedefiniujemy nasze spojrzenie na siebie nawzajem i na naszą planetę. Mam nadzieję, że w końcu zaczniemy żyć na miarę swych możliwości finansowych. Mam nadzieję, że będzie lepiej.

Pozdrawiam serdecznie,

Mariola 🙂

P.S. Więcej wpisów z serii “Życie z letalną chorobą dziecka” znajdziecie tutaj .

  • Uważasz, że ten artykuł jest ważny? To podaj go dalej! 
  • Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się swoją opinią w formie komentarza 🙂
  • Obserwuj mnie na Facebooku LamaridaBlog
  • Śledź mnie na Instagramie lamaridapl
  • Dziękuję i pozdrawiam! 🙂

Jeden komentarz do “Jak bardzo panikujesz w związku z korona wirusem?”

  1. U mnie było mało paniki, ale z szacunkiem do zaistniałej sytuacji, zachowywanie zalecanej ostrożności, ale bez przesadyzmu. Starałam się tak aby całe moje życie nie było do góry nogami, na wszystko udało się znaleźć odpowiednie substytuty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *