Moje życiowe lekcje

Nie wiem, czy to z powodu poczucia upływającego czasu czy przełomu roku, ale jakoś tak ostatnio zaczęłam rozmyślać nad tym, czego dotychczasowe życie mnie nauczyło. Oto kilka lekcji, jakie wyciągnęłam.

Nic nie jest stałe

Nasze życie biegnie za upływającym czasem i często zapominamy, jak wskutek zdobytych doświadczeń, przeżytych porażek, spotkanych ludzi nasze poglądy, opinie, zasady, styl ubierania, styl wypowiadania się, a nawet wygląd zmienia się w czasie. Wyciągamy wnioski, analizujemy sytuacje, testujemy nowe potrawy, próbujemy innej odzieży, czytamy inne niż dotychczas działy literatury. Niewiele rzeczy na przestrzeni dekad pozostaje stałych. Nasze uczucia względem bliższych czy dalszych osób się zmieniają, przestają nam się podobać rzeczy, które do tej pory uważaliśmy za idealne.

I dobrze! Takie zmiany w różnych płaszczyznach naszego życia pokazują, że się rozwijamy, ewoluujemy i poznajemy lepiej siebie.

To, że kiedyś chodziłeś do kościoła nie znaczy, że tak będzie zawsze.

To, że nie jesz mięsa / warzyw / owoców nie oznacza, że nie zmienisz zdania.

To, że nie uznajesz rozwodu, nie oznacza, że wskutek życiowych doświadczeń sama się na niego nie zdecydujesz.

To, że nie lubisz zielonego koloru, nie znaczy, że kiedyś go nie pokochasz.

Powyższe w naturalny sposób prowadzi do wniosku, że:

Nie warto krytykować innych.

Ani za ich zachowanie, ubiór, sposoby wychowania dzieci, wystrój domu. Każdy jest w tym miejscu, w którym jest. I nawet jeśli według nas nie ono optymalne i uważamy, że wiele można by zmienić na lepsze, to pozwólmy żyć ludziom własnym życiem. Co dobre dla ciebie niekoniecznie jest dobre dla innych.

Cokolwiek w życiu Cię spotyka, ty jesteś za to odpowiedzialny.

Nie mówię tu oczywiście o przypadkach losowych jak choroba, wypadek czy niepełnosprawność.

Mówię o tym, że często, szczególnie w średnim wieku, mogą nachodzić nas myśli, że nasze życie wygląda tak z winy innych. To przez rodziców nie poszedłem na wymarzone studia, to przez małżeństwo z tym człowiekiem zmarnowałam sobie życie, to przez dzieci nie zrobiłam kariery itp. (Kiedyś nawet usłyszałam od pewnej osoby, że to przez pracodawcę nie ma swojego mieszkania, bo zapewnił jej mieszkanie służbowe, więc po co miała brać kredyt skoro miała gdzie mieszkać. A teraz musi się wyprowadzić i nie ma dokąd…)

A ja doszłam do wniosku, że trzeba sobie powiedzieć prosto w twarz, że wszystko to co cię spotkało wynika z moich decyzji. Podjętych świadomie czy mniej świadomie, w dobrej intencji, a czasem wynikających w płynięcia z prądem bez głębszych refleksji, co mi to przyniesie.

Zdaję sobie sprawę, że takie stwierdzenie może wywołać sprzeciw, a nawet oburzenie. Poprawność nakazuje mówić: “To nie Twoja wina”, “Miałeś ciężkie dzieciństwo”, “Los Ci nie sprzyjał”. Pozornie wygodniej jest użalać się nad sobą i szukać winnych obok, a nie u siebie.

Ale patrząc na swoje życie i życie bliskich mi osób widzę jak bardzo każda z naszych decyzji w sposób pośredni lub bezpośredni miała wpływ na to, gdzie teraz jesteśmy. Co więcej, mam wrażenie, że każda decyzja dawała mi kolejne możliwości wyboru i otwierała bądź nie drzwi, zależnie od mojej inicjatywy i podjętej akcji np. skomentowałam jedną z audycji redaktor A. Gmiterek-Zabłockiej, co doprowadziło do zaproszenia mnie do jej audycji, gdzie mogłam przy okazji opowiedzieć o kłopotach ze sfinansowaniem projektu wydania przetłumaczonej przeze mnie książeczki o wadach geentycznych. W konsekwencji usłyszała mnie pani Ela, która zaoferowała pokaźną kwotę wsparcia mojego projektu, co z kolei zmotywowało mnie do założenia publicznje zbiórki i zebrania kwoty potrzebnej na wydanie książki. Jednym słowem, jedna wysłana przeze mnie z potrzeby serca wiadomość wraz z kolejnymi podjętymi przeze mnie krokami doprowadziła do spełnienia mojego marzenia. Warto działać!!!

W moim życiu też było kilka takich sytuacji, kiedy moje życie nie szło w tym kierunku, którym chciałam i w porę zmieniona decyzja pozwoliła mi jednak rozwinąć skrzydła. Ale były takzę i takie sytuacje, kiedy skoncentrowanie na danym celu przysłoniło oczywiste sygnały ostrzegawcze, a w następnie zmusiło do ponoszenia konsekwencji tej, a nie innej decyzji.

Nigdy nie jest za późno na zmiany.

Uświadomienie sobie tego jest bardzo ważne, bo pozwala wyrwać się z marazmu i zrobić krok w kierunku, którym tak naprawdę chcielibyśmy podążać. I wiem, że “łatwiej powiedzieć niż zrobić”, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że zawsze jest nadzieja i dopóki nie podejmiemy akcji, nie mamy pojęcia, jak wiele może się zmienić.

A jakie życiowe lekcje ty wyciągnęłaś / wyciągnąłeś?

Pozdrawiam serdecznie,
Mariola 🙂


PS Zdjęcie z zeszłorocznego wakacyjnego wyjazdu nad morze, żeby przywołać miłe wspomnienia i trochę słońca w ten ponury dzień za oknem 🙂

•   Spodobał Ci się ten przepis? To podaj go dalej! 
•   Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się swoją opinią w formie komentarza :)
•   Obserwuj mnie na Facebooku LamaridaBlog
•   Śledź mnie na Instagramie lamaridapl
•   Dziękuję i pozdrawiam! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *