Serdeczność od obcych jest w cenie…

Idąc ulicą czy siedząc w autobusie wydaje się, że nikt nikogo nie zauważa (chyba, że jest tłok i nadepnie się komuś na odcisk 😉 ). Każdy jest zabiegany i zajęty sobą. Ale jednak zdarza mi się doświadczyć dobroci od obcych ludzi oferujących pomoc – a wiadomo, że matce z dzieckiem nie zawsze jest łatwo wsiąść do autobusu czy lawirować miedzy półkami w sklepiku. Mam kilka takich historii, które szczególnie mnie wzruszyły i chciałam się nimi podzielić 🙂 

Wszystkim tym, którzy mi pomogli i wszystkim tym, którzy w przyszłości zaoferują mi pomoc, już teraz mówię piękne DZIĘKUJĘ!! I w prezencie wręczam wirtulane batony snickers 🙂

Pierwsza historia

Pamiętam jak z kilkumiesięcznym Najstarszym wybrałam się na zakupy do sklepu. Wszystko przebiegało gładko, aż do momentu, gdy stanęłam w kolejce do kasy. Synek, dotychczas słodko śpiący, wyrwał się z objęć Morfeusza i zaczął płakać. Troszkę się zdenerwowałam, ale próbowałam go uspokoić. Niestety, mały rozkręcał się z krzykiem, a po chwili po prostu zaczął wrzeszczeć. A ja stałam tak nad wózkiem, z koszykiem pełnym zakupów w ręce nie za bardzo wiedząc co robić… Czy wybiec z tego sklepu czy cierpliwie próbując uspokoić dziecko i zostać, żeby zapłacić za te cholerne zakupy!? Tym bardziej, że byłam już tuż tuż od kasy. I w tym momencie podeszła do mnie kobieta. Zabrała mi z rąk koszyk i powiedziała: “ Proszę pozwolić sobie pomóc. Ja też przez to kiedyś przechodziłam.” A ja zamiast powiedzieć coś wdzięcznego, połykałam łzy, które napłynęły mi do oczu. Czyż to nie głupie, że zachciało mi się płakać, wtedy gdy ktoś, w dodatku obcy (!?), okazał mi trochę serca i zrozumienia w stresującej sytuacji? Dzięki pomocy tej kobiety dokończyłam zakupy, a synek przestał płakać jak tylko przełożyłam go do samochodu… 🙂 . Zapakowałam zakupy do bagażnika, i jak tylko usiadłam na fotelu za kierownicą, to się zwyczajnie pobeczałam…. Tak, nawet nie popłakałam, tylko zwyczajnie pobeczałam. Po prostu tak rozczuliła mnie ta postawa pełna współczucia, zrozumienia i chęci pomocy ze strony tej osoby. Potrzebowałam trochę czasu, żeby dojść do siebie zanim odpaliłam samochód…

Druga historia

To był upalny dzień. Nawet bardzo upalny. A że byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, to wydawało mi się, że właściwie to panują tropiki… 🙂 Wsiadłam do zatłoczonego autobusu miejskiego z biletem w ręku szukając kasownika. Było mi piekielnie gorąco! Na mój widok młoda dziewczyna poderwała się z siedzenia ustępując mi miejsca i oferując, że skasuje mi bilet! Fakt, że wyglądałam chyba jak ciężarna Pani Słoniowa…., a przynajmniej czułam się bardzo ociężała… 😉 , a ten gest dobroci i uczynności z jej strony bardzo mnie rozczulił. (Nota bene, jeszcze tego dnia urodziłam Najmłodszego! 🙂 ). Z przyjemnością usiadłam ledwo dysząc i ciesząc się, że bezpiecznie mogę podróżować i zregenerować siły. Tak sobie myślałam, że być może jeszcze się tej miłej dziewczynie kiedyś odwdzięczę 😉 .

Inne historie

Z gestami dobroci spotykam się także, o dziwo!, ze strony wiekowych pań 🙂 Widząc mnie z Córcią w komunikacji miejskiej chętnie zapraszają mnie, żeby usiąść obok, a nie sterczeć nad wózkiem. Miłe to 🙂

Wielokrotnie też spotykam się z ofertą pomocy od pań i panów gotowych pomóc mi wnieść wózek do tramwaju czy autobusu 😉 Zawsze to bardzo miłe i doceniane!

Oczywiście dobroci ze strony Rodziny czy naszego Hospicjum nieustannie doświadczamy, o czym już pisałam wcześniej – zainteresowanych odsyłam do wcześniejszych wpisów tutaj, tutaj, albo tutaj. W każdym razie, oni są “swoi”, a ja bardziej chciałam w tym poście napisać o tym, jak obcy ludzie, okazując człowiekowi trochę dobroci i zrozumienia, mogą wywołać uśmiech czy przynieść pocieszenie w chwilach, kiedy ono jest potrzebne.

Serdeczne dzięki 🙂

Wszystkim tym, którzy mi pomogli i wszystkim tym, którzy w przyszłości zaoferują mi pomoc, już teraz mówię piękne DZIĘKUJĘ!! 🙂

Przyznam, że i ja staram się, nie narzucając oczywiście, zaproponować pomoc i okazać trochę serca obcym, szczególnie zestresowanym mamom i babciom. Bo wiem, że są dni, kiedy wszystko idzie nie tak! I to, że ktoś potrzyma nam siatkę z zakupami czy pomoże w przepchnięciu wózka przez dziurę w chodniku może zmienić ten dzień na lepszy 🙂

A Wy macie jakieś takie sytuacje czy historie, które szczególnie zapadły Wam w pamięć?

Pozdrawiam 🙂

Mariola

P.S. Więcej postów z serii „Życie z letalną chorobą dziecka” znajdziecie tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *