Co dobrego dała mi choroba dziecka?

Nikt nie chce usłyszeć, że jego dziecko jest nieuleczalnie chore i może umrzeć w każdej chwili. Wówczas wydaje się, że świat się zawalił… Że nic pozytywnego już nas nie spotka w życiu. Jedynie ból i cierpienie. Ale przejście przez to niechciane przez nikogo doświadczenie, jakim jest choroba najbliższej osoby może być bardzo pouczające życiowo. Zatem, co dobrego dała mi choroba dziecka?

1. Wdzięczność za to, co mam

Przede wszystkim choroba Córci wyzwoliła we mnie wdzięczność za wszystko to, co mam i kogo mam wokół siebie. 

Ktoś powie: “Za co możesz być wdzięczna? Za nieuleczalną chorobę Córki, która ją niszczy po kawałku?” Inny zapyta: “Za to że Twoje chore dziecko praktycznie nie rozwija się i nic nie potrafi robić?”  polemikę z ta tezą przeprowadziłam w tym wpisie <klik> 🙂 ). A ja dziękuję dosłownie za każdą chwilę z moją rodziną. Nawet za to, że obudziłam się dzisiaj rano i jestem w stanie opiekować się swoją ukochaną Córunią.

Gdy Najstarszy synek był mały wydawało mi się, że wszystkie dzieci są takie jak Najstarszy syn. Chorują na zapalenie uszu 😉 , lubią podróże samochodem i wszelkie wycieczki, zaczynają wcześnie samodzielnie chodzić i zaraz biegać 😉 , chętnie jedzą łyżką i widelcem z miseczki. Przez te kilka pierwszych lat wychowanie dziecka wydawało się takie proste: nie mieliśmy problemów z jego zdrowiem, jedzeniem, spaniem, rozwojem psychoruchowym. I braliśmy to za rzecz oczywistą… A tymczasem teraz wiem, że dobre zdrowie wcale ani pewne ani oczywiste w życiu. A fakt, że synowie zdrowo się rozwijają już jest dla mnie powodem do wdzięczności i niesamowitej radości.

2. Ciesz się z tego co masz, bo za chwilę może tego nie być…

Dlatego też teraz cieszę się z najdrobniejszych rzeczy czy doświadczeń. Mały, nawet maleńki kroczek do przodu w rozwoju, który zrobi Córcia przepełnia szczęściem i dumą moje serce. Sezon bez napadów padaczkowych i ciężkich dolegliwości, kiedy widzę Córcię uśmiechniętą i zadowoloną, daje mi siłę na przetrwanie kryzysów jej choroby. Kiedy jest z nią źle wyobrażam sobie wtedy jak to będzie fajnie, kiedy ten koszmarny okres się skończy i Córunia zacznie odzyskiwać siły… Zwykłe wyjście “bez dzieci” do kina na wyczekany seans filmowy urasta do rangi “wydarzenia” i sprawia, że czuję się radośniej i “normalniej” 🙂 A w takie słoneczne dni jak dziś, kiedy Córeczka czuje się na tyle dobrze, że możemy wyjść na spacer i cieszyć się pogodą, zielenią i sobą, ładuję baterie i jestem wdzięczna za tu i teraz!

3. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie…

Okres choroby Córeczki, szczególnie początek, gdy wiele miesięcy spędziłyśmy w szpitalach, był czasem “prawdy” 🙂 Przekonałam się, jak wspaniałą mam rodzinę, jak moje dzieci mają bardzo kochających babcie i dziadków, ciocie i wujków. Byłam pełna podziwu, że Mąż ogarnął swoją wymagającą pracę, opiekę nad synem i jeszcze przyrządzanie smakołyków dla mnie przez cały czas mając z tyłu głowy niepokój o zdrowie i niepewność o przyszłość naszej Córci. Babcie przeszły samodzielnie ekspresowy kurs gotowania roślinnego i donosiły mi, podobnie jak Mąż, pyszności do szpitala 🙂 Dziękuję Kochani ❤️

Niestety też okazało się, że nie wszystkie nasze przyjaźnie przetrwały tę próbę czasu… A raczej powinnam powiedzieć, że chorowanie Córci obnażyło powierzchowność pewnej znajomości, którą uważałam za wieloletnią przyjaźń. Ale to był jednostkowy przypadek, bo pozostałe przyjaźnie czy znajomości są silniejsze niż wcześniej. Ogólnie przekonaliśmy się, jak cudownych ludzi mamy w swoim kręgu rodzinnym i hospicyjnym (o wspaniałej opiece „naszego” hospicjum Alma Spei pisałam tutaj <klik>). I to jest niewątpliwie pozytywny aspekt w całej naszej sytuacji! 🙂

A co Tobie dobrego przyniosła choroba dziecka?

Pozdrawiam,

Mariola 🙂

P.S. Więcej wpisów z serii “Życie z nieuleczalną chorobą dziecka” znajdziecie tutaj .

2 myśli na temat “Co dobrego dała mi choroba dziecka?”

  1. Nie potrafię ująć słowami uczuć po przeczytaniu Twojego wpisu… Po prostu podziękuję Ci, że tworzysz ten blog i w tak przystępny i piękny sposób opisałaś emocje, przemyślenia w sytuacji, która w fazie hipotezy, chyba dla każdego jest, jak napisałaś – czymś niewyobrażalnym, końcem świata. A trafiłam na Twój blog szukając przepisu na wegańską tartę czy quiche 🙂

    1. Miło mi, że quiche przyciągnął Cię na bloga!😊 Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Dodają sił! Pozdrawiam serdecznie 😍

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *